okl 2020 04


okl 2020 03

 

Mariusz Kapczyński rozmawia z enologiem Piotrem Stopczyńskim.

Piotr Stopczyński – wykształcony w Stanach Zjednoczonych enolog. Studiował w Napa Valley College oraz na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis. Doświadczenie zdobywał od 2002 r. w uznanych winiarniach, m. in. w Domaine Chandon, Charles Krug, Napa Wine Company, Waterstone Winery oraz Diamond Oaks Winery. Po powrocie do kraju zaczął produkować rodzime wina. Dziś jako enolog doradza, konsultuje, podróżuje po całej Polsce. Mojemu spotkaniu towarzyszyła degustacja win z winiarni, w których Piotr jest konsultantem.

— Piotrze, jeździsz po niemal wszystkich zakątkach Polski, doradzasz, edukujesz, konsultujesz. Ale czy Ty w ogóle lubisz polskie wino?
Lubię je i mam w związku z tym coraz więcej pracy.

— Polskie wino to w tej chwili temat bardzo modny i nośny. W kontekście jego rosnącej popularności, jak oceniasz stan polskiego winiarstwa? W jakim momencie jesteśmy? Jest się z czego cieszyć?
Na pewno zaczyna się już zgrywać, nazwijmy to – nuta patriotycznej ciekawości –czyli to, co towarzyszyło winom od powiedzmy 2008 r., kiedy polskie wina trafiły do oficjalnej sprzedaży. Polacy bardzo byli tego ciekawi, bo po pierwsze – pojawił się nowy, nieco „egzotyczny” produkt, po drugie – był to ceniony produkt lokalny. Ważna jest kwestia ceny – polskie wino ciągle pozostaje drogie. Koszty związane z założeniem winnicy, inwestycja w winiarnię, cały sprzęt, to chyba największa bolączka branży. Co do jakości win, które pojawiają się na rynku, to jak najbardziej mieścimy się w rejestrach dokonań Europy Środkowo-Wschodniej. Śmiało możemy rywalizować z naszymi sąsiadami.

Zarząd firmy Jantoń, jednego z największych na polskim rynku producentów i dystrybutorów win oraz wyrobów winiarskich, podjął decyzję o zmianie nazwy spółki na JNT Group S.A. Sp.K. Przyjęcie nowej nazwy związane jest z dynamicznym rozwojem firmy oraz jej ekspansją na rynki międzynarodowe. Zmiana weszła w życie z dniem 1 lipca.

Latem rośnie zainteresowanie orzeźwiającymi, niskoprocentowymi alkoholami, dlatego na półkach i w lodówkach przybywa wtedy cydrów, piw smakowych oraz drinków gotowych do spożycia. Cydr, czyli lekki, owocowy, musujący alkohol, wydaje się być idealnym trunkiem na upały, jednak już od kilku lat kategoria ta systematycznie traci na znaczeniu. W 2018 r. klienci sklepów małoformatowych wydali na cydry o 16% mniej niż przed rokiem. W 2018 r. w szczycie sezonu cydry można było kupić w ok. 40% sklepów małoformatowych.

Niskoprocentowe drinki alkoholowe z sokami, rumem czy colą mają już dość mocno ugruntowaną pozycję na polskim rynku, natomiast cydry w ostatnich latach wciąż walczą o zasłużoną popularność. Badania przeprowadzane cyklicznie przez CBM Indicator obejmują cały segment wyrobów alkoholowych, w tym także zwyczaje i preferencje nabywcze klientów dotyczące gotowych drinków niskoprocentowych RTD oraz cydrów. W ramach corocznego, ogólnopolskiego badania zwyczajów konsumenckich i zakupowych na rynku alkoholowym w Polsce, ankieterzy CBM Indicator przeprowadzają testy znajomości spontanicznej i wspomaganej. Cel to zbadanie, na ile dana marka jest rozpoznawalna wśród konsumentów napojów alkoholowych. To właśnie w sezonie letnim wzrasta spożycie tych kategorii, które dają orzeźwienie, a zarazem mają niską zawartość alkoholu.

worldfood2020 2