okl 2020 09


okl 2020 08

 

Mariusz Glenszczyk, prezes zarządu TiM S.A., odpowiadał na pytania Marcina Burzyńskiego

— W obecnych czasach trudno rozpocząć od innego pytania. Jak pandemia koronawirusa wpłynęła na funkcjonowanie firmy TiM S.A.?
Pisząc w marcu 2020 r. wstęp do pewnej publikacji naukowej zwróciłem uwagę na fakt, że cywilizacyjnie znaleźliśmy się w okresie epokowej zmiany pryncypiów, związanej z koniecznością podjęcia skutecznej walki z niebezpiecznym wrogiem o „kryptonimie” SARS-CoV-2. Wyjątkowa dynamika następujących po sobie wydarzeń oraz wysoki stopień ich nieprzewidywalności sprawiły, że wszystko, co do tej pory wydawało się być czymś pewnym, uwypukliło jedynie istotne znaczenie słowa „wydawało”. Ta myśl stała się również zaczynem budowy nowej strategii działania dla naszej firmy na czas pandemii COVID-19. Należy podkreślić, iż sam core business dla TIM S.A. lokowany jest w obszarze rynku nowoczesnego, tradycyjnego oraz B2B – gdzie spółka poradziła sobie celująco – uzyskując dynamikę wzrostu sprzedaży w poszczególnych segmentach na poziomie dochodzącym do 23% przy ogólnym wzroście rynku w ujęciu rocznym ok. 5%. Niestety zupełny lockdown funkcjonujący na rynku gastronomii sprawił, że nasza siostrzana firma Wine 4 You, będąca strategicznym operatorem dla segmentu HoReCa, długi czas zmagała się potężnym dławieniem operacji rynkowych – sięgającym 80%. Szczęśliwie dla nas wszystkich, dzięki przyjętej strategii ochrony spółki zależnej, wychodzimy obecnie na prostą i uważamy, iż poważny kryzys został przezwyciężony. Tym samym patrzymy z optymizmem w przyszłość – dając poczucie bezpieczeństwa wszystkim naszym partnerom biznesowym.

— Jakie rozwiązania pomocowe im zaproponowaliście?
Okres pandemii, niosący niszczycielską falę szeregu trudnych zdarzeń, nauczył nas również wielu pozytywnych zachowań. Przede wszystkim zrozumieliśmy, czym jest prawdziwa relacja. W tak złożonej rzeczywistości otoczenia na nowo zaczęliśmy rozumieć wzajemnie swoje potrzeby oraz oczekiwania wszystkich uczestników rynku. A priori założyłem, że aby móc pomagać innym – wpierw musieliśmy zbudować mocną strategię dającą szansę skutecznej taktyki działania naszej spółce. Nie czekając zatem na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz – zbudowaliśmy własny program utrzymania wysokiej płynności oraz wsparcia procesów głównych w firmie, który nazwaliśmy własną Tarczą COVID. Następnie zaczęliśmy pogłębiony dialog biznesowy – zarówno z naszymi dostawcami, jak i z wszystkimi odbiorcami. Każdorazowo punktem wyjścia w rozważaniach było zwrócenie uwagi na zaspokojenie potrzeb konsumenta. W efekcie tego wieloetapowego procesu, obok zbudowania kolejnej tarczy osłonowej dla naszej spółki zależnej – zapewniliśmy i zagwarantowaliśmy dostawcom oraz producentom niezagrożone odbiory produktów w założonym czasie, a wszystkim odbiorcom utrzymanie trwałej struktury łańcuchów dostaw, dzięki czemu nasz Serwis Level w najtrudniejszym dla wszystkich okresie nie zszedł poniżej poziomu 98%. Elastyczne oraz częste wysyłki wyrobów w zasadniczy sposób wpłynęły na realizację późniejszych zobowiązań, więc podbudowaliśmy Cash Flow u wielu naszych partnerów biznesowych, którym równolegle zaoferowaliśmy program bezpiecznych dostaw win z magazynów regularnie ozonowanych. Należy bowiem podkreślić, że jako pierwsi na rynku i być może jedyni w branży – uruchomiliśmy proces systematycznego eliminowania jakichkolwiek bakterii, a co ważniejsze wirusów, z wykorzystaniem procesu rozkładu trzeciej cząsteczki tlenu we wszystkich magazynach oraz pomieszczeniach biurowych TIM S.A. w Bielsku-Białej. Tym samym spełniliśmy strategiczne założenia firmy, dotyczące ochrony życia oraz zdrowia naszych współpracowników, dedykując jednocześnie wszystkim pasjonatom naszych win, produkty pochodzące ze stref ozonowanych. Odpowiednie oznakowanie palet, kartonów zbiorczych, jak i pojedynczych butelek – w znacznym stopniu pomagało uczestnikom rynku przekazać tę informację końcowym odbiorcom.

— Czy widać już wpływ koronawirusa na winiarstwo światowe i polskie? Czy możemy spodziewać się spadków lub wzrostów liczby win w ofercie z konkretnych państw?
Co do zasady jesteśmy zgodni, że należy spodziewać się wielu istotnych zmian na rynku wina gronowego, zarówno w wymiarze makro, mezzo jak i mikro. Ten ostatni wymiar mógłbym odnieść wprost do naszej firmy – której przyszło zmierzyć się z turbulentnym rynkiem zmian popytu, deregulacji kursów walut oraz ponoszenia dodatkowych kosztów związanych z bezpieczeństwem spółki oraz wszystkich jej interesariuszy. W perspektywie makro – każdy kontynent w osobliwy sposób reaguje na koronawirusa. W ślad za tym nadal nie widzimy, jakie problemy piętrzą się przed producentami wina gronowego w poszczególnych krajach. Co znamienne – każdorazowo najsłabszym ogniwem wszystkich procesów są ludzie, którzy biorą w nich udział. Istotną przesłanką w spojrzeniu globalnym na kryzys branży producentów jest różnorodność pór roku na poszczególnych kontynentach, co powoduje, że ten sam wirus atakuje lokalne społeczności raz niemal w przededniu zbiorów winogron – a innym razem w okresie intensywnych prac pielęgnacyjno-ochronnych w winnicy. Wszyscy jesteśmy również rzeczywistymi świadkami dużych tragedii oraz spustoszeń czynionych przez COVID-19 zarówno na terenie Europy – Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, jak i w obszarze Nowego Świata – Chile, Argentyna, Brazylia, Meksyk, USA. Warto zauważyć, że wymienione destynacje stanowią niemal 80% objętości oferty asortymentowej win gronowych na rynku polskim. Niezależnie jednak od tych wszystkich zdarzeń – w przyjętej przez zarząd TIM S.A. strategii na lata
2020-2021 została zapisana konsekwentna linia utrzymania stałej listy asortymentowej oraz wprowadzania kolejnych nowości z RPA, Portugalii, Armenii oraz Azerbejdżanu.

— Mimo pandemii życie musi toczyć się dalej. Jakie nowości pojawiły się w tym roku w ofercie TiM S.A.?
Panta Rhei – cytując niezmiennie za Heraklitem, wszystko płynie… W istocie zmienia się otoczenie każdego z segmentów rynkowych – ale w jego wnętrzu procesy biznesowe trwają nadal. TiM jako proaktywny gracz rynkowy, jak na lidera przystało, w każdym roku wprowadza do swej oferty nie tyko pojedyncze produkty – ale całe koncepty sprzedażowe. W tym roku na uwagę zasługuje kolejny autorski projekt, tym razem z kategorii pro-life, o nazwie VeEco, łączący w sobie dwa obszary filozofii życia – bycia Vege oraz Eco. Z dużym sukcesem odnotowaliśmy rynkową premierę Genesis – serii win z Izraela, które szybko podbiły serca konsumentów. Rozbudowaliśmy również range francuskich trunków Le Grand Noir wprowadzając do oferty wino różowe wytrawne oraz wino organiczne. Sukces rynkowy marki Cono Sur oraz coraz większa popularność produktów eco sprawiły, iż w ofercie spółki pojawiło się organiczne, wegańskie Cono Sur Organic Gran Reserva. Również chilijski brand Panul rozbudowaliśmy o pozycję Organic. Portfolio win hiszpańskich wzbogaciliśmy o markę Bohem – bez dodatku siarczynów. Z kolei linia Suerente Gran Seleccion została rozszerzona o pozycje organiczne oraz wino bezalkoholowe. Prosecco wzbogaciło włoską linię Passiamo. Portfolio win z Macedonii rozszerzyliśmy o markę Makedonska Istorija. Warto zwrócić również uwagę na nowość z RPA – brand Vintales.

— Za nowy kierunek rozwoju należy uznać wina ekologiczne. Czy tego typu trunki są chętnie kupowane przez Polaków? Są one nierzadko droższe, a badania wskazują, że najczęściej nabywamy wina w cenie do 30 zł za butelkę.
Jak rozumiem nawiązuje Pan do mojej wcześniejszej wypowiedzi. Rzeczywiście w ramach projektu VeEco dedykujemy zmodyfikowaną gamę win z upraw ekologicznych – zawartą w katalogu, w znanej na rynku nazwie Green Team. Co prawda sam koncept znany jest od ponad dekady, ale nowa oferta asortymentowa z nim związana sprawiła, że stanowi on obecnie iście zieloną alternatywę, szczególnie w istotnym kontekście ceny do jakości. W ramach tego projektu udało nam się zaproponować ceny, które idealnie wpisują się w kanał najszybciej rosnącego segmentu sprzedaży win gronowych w ogóle – w zakresie cenowym: 28-35 zł za butelkę.

— A wina bezalkoholowe? Pomysł z pozoru wydaje się nieco szalony. Z drugiej strony, bezalkoholowe trendy widać w wielu kategoriach trunków. Czy bezalkoholowe wino może smakiem dorównać temu z alkoholem?
Pozwolę sobie wzmocnić głos Pana Redaktora. Rzeczywiście pomysł tylko z pozoru jawi się być szalonym. Wystarczy zauważyć, że gradient przyrostu sprzedaży tej kategorii win jest największy, i stanowi on iloraz rzędu wielkości wzrostu sprzedaży win gronowych na rynku w ogóle. Na ten osobliwy fenomen wzrostu zainteresowań składają się dwa zjawiska. Po pierwsze – to wino gronowe, pomimo dużej konkurencji alkoholi alternatywnych, wrosło na stałe w DNA menu restauracyjnego – w rozumieniu pierwszego wyboru konsumenta przy zamawianiu a’la carte, a po drugie – to silny trend wzrostu poczucia odpowiedzialności za siebie i innych, przy jednoczesnym zjawisku procesu rozwoju motoryzacji w ramach naszego społeczeństwa. Pamiętajmy, że w ocenie sommelierskiej pracujemy na czterech atrybutach wina: kwasie, cukrze, garbniku i alkoholu – w skrócie KCGA. Wino pozbawione w sposób technologiczny kluczowego elementu, jakim jest alkohol – stawia enologowi nie lada wyzwanie dla zbudowania jego właściwej struktury smakowej. Zdecydowanie w tym formacie zyskują wina o wyższej kwasowości, które neutralizują poczucie spożywania de facto soku gronowego. Szczęśliwie dla wszystkich – TiM w swej ofercie posiada dwie kolekcje win bezalkoholowych – które spełniają w pełni oczekiwania polskich konsumentów, szczególnie tych, którzy z natury rzeczy są „skazani” w danym momencie na zakaz spożywania alkoholu.

— Kiedy rozmawialiśmy niespełna rok temu, firma TiM S.A. pracowała nad projektem wprowadzenia na rynek wina z polskiej winnicy. Na jakim etapie znajduje się obecnie ten projekt? Z jaką winnicą współpracujecie?
Aby udowodnić, że polskie winiarstwo ma się całkiem dobrze, również w dobie SARS-CoV-2, postanowiliśmy wdrożyć w życie nowy autorski projekt o nazwie Vitis Polonica – w ramach którego będziemy promować polskie wina gronowe. Od naszego ostatniego spotkania minęło rzeczywiście trochę czasu, ale już wtedy wspomniałem, że na Rok Jubileuszu 30-lecia TiM SA, przygotowujemy parę mocnych akcentów, mających w wyrazisty sposób uświetnić ten wyjątkowy dla nas okres. Spotkałem się z kilkoma kluczowymi producentami wina gronowego w Polsce i po przeprowadzeniu ciekawych procesów dyskusyjnych z panem Jeanem Mulotem z Francji, ostatecznie zdecydowaliśmy się w ramach szerszej perspektywy uruchomić projekt Szlachetne Grono z winnicą Saint Vincent z Borowa Wielkiego. Vitis Polonica w ujęciu heurystycznym stanowi koncepcję hybrydowego połączenia fenomenologii Vitis Vinifera oraz prakseologii artefaktów, związanych z uprawą winorośli w Polsce. Oczywiście seria win Szlachetne Grono jest pierwszym naszym projektem w ramach szerszej koncepcji – i zapewne należy spodziewać się jego kolejnych odsłon z biegiem czasu.

— Za ciekawy projekt trzeba uznać też Bibliotekę Wina. Na czym dokładnie ona polega?
To bardzo miłe, gdy słyszy się pochlebną opinię na temat konceptu, którego architekturę zbudowaliśmy w ubiegłej dekadzie. Oczywiście w tym czasie sam projekt został wielokrotnie zmodyfikowany oraz dopasowany do potrzeb rynkowych naszych partnerów biznesowych – a co ważniejsze naszych konsumentów. To właśnie z myślą o nich zbudowaliśmy autorski model nawigacji po świecie win gronowych, czyniąc z niego intuicyjnego konsultanta dla każdego miłośnika wina gronowego, tak aby ten w łatwy sposób mógł sobie sam dobrać wino do określonej potrawy, okazji czy też pory roku. Zalety tego projektu w obszarze szybkiej komunikacji z klientem, opisane znacznym wzrostem obrotów w segmencie wina, doceniły w krótkim czasie zarówno zorganizowane sieci sprzedaży, stacje paliw, jak również placówki handlowe wywodzące się z rynku tradycyjnego, czerpiąc z niego korzyści optymalizacji kosztów oraz procesów, wpływających na synergię relacji w układzie: Klient – Placówka Handlowa – Dostawca Konceptu.

— Jakie znaczenie przy sprzedaży wina ma wygląd butelki i etykiety? Co charakteryzuje dobre butelki do wina?
Przyznam, że na pierwszy rzut oka to dosyć prowokacyjne pytanie, w kontekście poruszanej dzisiaj dynamiki zmian w otoczeniu – na które aż się prosi odpowiedzieć: de gustibus non est disputandum. Natomiast rozumiem, że chodzi w tym pytaniu o wymiar utylitarny zagadnienia, ponieważ w ujęciu longitudinalnym byliśmy świadkami zarówno wielu eksperymentów, jak również istotnych trendów rynkowych. Nim zagłębimy się w nurt właściwej odpowiedzi, należy na wstępie podkreślić, że podobnie jak w modzie – klasyka broni się sama i jest ponadczasowa. Trudno mi sobie bowiem wyobrazić jakieś modernistyczne wydanie win ze znamienitej francuskiej kolekcji Maison Louis Jadot czy dla odmiany z nowej generacji win chilijskich Cono Sur 20 Barrels. To subiektywne zestawienie pozycji, w kontrapunkcie pokoleniowym oraz kulturowym – potwierdza jedynie tezę, że prosta, elegancka etykieta oraz ciężka, dostojna butelka – nadają winu odpowiedni prestiż, będący zewnętrzną manifestacją właściwej rangi jakości produktu – usprawiedliwiającej jego cenę. Na dipolu wyborów konsumentów, szukających rysujących się trendów rynkowych znajduje się oferta portugalskich win Portada, francuska rodzina win Le Grand Noir, gruzińska kolekcja Gamziri, seria Cono Sur Bicicleta, rodzina win Genesis z Izraela czy przemawiający szczególnie do młodego pokolenia zbiór win Vintales z RPA. Podane przykłady stanowią – jak powinno być wizualnie skomponowane wino, które staje się pretendentem do bycia pierwszym wyborem konsumenta ze względu na swą jakość. Gdyby pokusić się o dookreślenie wspólnego mianownika dla eksploracji oraz opisania atrybutu dobrej butelki wina – należy odnotować bezwzględną konieczność adekwatności pomiędzy zapakowaniem wina, jego jakością oraz segmentem cenowym produktu. Istotnym jest, aby już na etapie budowy koncepcji powołania wina do życia, nadać mu cech pożądanych – nie wystawiając się jednocześnie na śmieszność w odbiorze konsumentów. Każda butelka, prócz cech estetycznych musi spełniać walory funkcjonalne, tj.: ochrona przed przypadkowym rozbiciem czy też przegrzaniem, przebarwieniem lub wtórną oksydacją samego wina. Etykieta zaś poza funkcją atrakcyjności musi zawierać szereg informacji istotnych – i nie bynajmniej o poetyckie narracje marketingowe tu chodzi. Właściwe treści dotyczą bowiem samego oznaczenia wina, jego kraju i/lub regionu pochodzenia, kraju butelkowania, szczepu wiodącego – o ile w ogóle występuje, klasyfikacji denominacyjnej oraz smakowej, koloru, rekomendacji zastosowania produktu oraz temperatury jego podawania.

— Zapytam wprost: korek czy nakrętka?
Panie Redaktorze – to dyżurne pytanie i jako żywo wciąż mi zadawane. Doskonały polski tenor Jan Kiepura – rozsławił arię operową „Brunetki, Blondynki” na całym niemal świecie. Słuchając każdorazowo tego utworu uświadamiam sobie, że o ile definiowalna różnorodność ma zasadnicze znaczenie – o tyle, wszak nie o to w tym utworze chodzi. Wsłuchując się dokładnie w tekst z łatwością odnajdziemy słowo: „wszystkie”… Nie ma więc wykluczenia, co z aksjologicznego punktu widzenia ma duże znaczenie. Czyniąc zatem pewną figurę retoryczną, proponuję odejść od pragmatyki dychotomii na rzecz holistycznego spojrzenia tego, co lepsze. Zastanówmy się zatem przez chwilę wspólnie, jak wykorzystać jedno i drugie rozwiązanie w sposób utylitarny. Przywołajmy na tą okoliczność pewien obraz sytuacyjny. W jego ramach bardzo trudno mi wyobrazić sobie wino Château Pétrus Grand Vin Pomerol – zakręcane nakrętką czy nowozelandzkie Sauvignon Blanc z rejonu Marlborough – zamykane korkiem. I nie o samą klasykę wydania tu idzie – ale o czyste względy praktyczne – ponieważ do bardzo długich, kontenerowych dostaw – w pierwszej kolejności dedykowane są nakrętki, ze względu na zdecydowanie większą gwarancję zachowania szczelności w transporcie. Z kolei wszystkie klasyki winiarskie, będące ikonami światowego winiarstwa, jak wspomniany Petrus czy Chateau Margaux Premier 1Er Grand Cru Clase pochodzące z rejonu Bordeaux lub dla odmiany Opus One – rodem z Nappa Valley w słonecznej Kalifornii, każdorazowo będą zamykane naturalnym korkiem. Nie wiem, czy udzieliłem wyczerpującej odpowiedzi – ale wiem z całą pewnością, że każda osoba, niezależnie czy kobieta, czy mężczyzna – raz wychodzi z domu w dżinsach i adidasach, a innym razem w sukni wieczorowej lub garniturze, zakładając do tego obuwie wizytowe.

— Firmę TiM S.A. kojarzymy przede wszystkim z winami. Ale w Waszej ofercie można też znaleźć choćby miody pitne. To trunki niszowe. Czy mają szansę stać się w Polsce bardziej popularne?
Miody pitne w ofercie asortymentowej TiM towarzyszą nam od niemal 30 lat. Na początku była to przyjacielska współpraca z jednym z producentów miodów pitnych, którego serdecznie pozdrawiamy w tym miejscu – by następnie przejąć prawa właścicielskie, receptury oraz znaki towarowe wiodącego wtenczas producenta z Poznania. Do dziś na półkach sklepowych możemy spotkać oryginalny miód Kasztelański. Szybko też w naszej ofercie pojawiły się takie marki, jak: Piwnica Klasztorna, Złota Pasieka czy prawdziwa perełka, półtorak – Rex Honestus. Miody pitne tematycznie lokowane są bardzo blisko win gronowych, ponieważ ich podłoże historyczne sięga na ziemiach polskich również X w., z tą różnicą, że miody pitne uzyskuje się w drodze fermentacji alkoholowej brzeczki miodowej. W zależności, jakie proporcje w ów brzeczce zastosujemy miodu i rozcieńczalnika – możemy mówić o zaczynie pod czwórniak, trójniak, dwójniak czy półtorak. Następnie o szlachetności każdego z nich decyduje proces fermentacji i leżakowania. Z całą pewnością należy zwrócić uwagę na fakt, że miody jako takie kojarzone są od dawien z aspektami zdrowotnymi i właściwościami terapeutycznymi, które obecnie potwierdza oraz rekomenduje jednocześnie Polska Fundacja Apiterapii. Pomimo całej tej wiedzy, którą przekazujemy klientom – miody pitne stały się w istocie niszowym produktem, ale za to z bardzo wiernym i stałym klientem, choć na marginesie należy zaznaczyć, iż nowe pokolenie na nowo odkrywa miody pitne – jako bazę do wymyślnych napojów o obniżonym poziomie alkoholu.

— A co się stało z cydrem? Był moment, gdy wszystko szło w dobrym kierunku. A tymczasem wbrew światowym trendom sprzedaż cydru w Polsce notuje spadki. Czy produkowany w Polsce cydr uda się jeszcze uratować przed katastrofą?
Nasz Cydr Polski Klasyczny ma się dobrze – i podobnie jak miody pitne z oferty TiM – ma rzeszę swych stałych odbiorców. Koncepcyjne założenie, że nie ma mowy o jakimkolwiek kompromisie jakościowym przy produkcji cydru, skutkuje tym, że jest on obecnie w odbiorze konsumenckim postrzegany jako klasyczny i ponadczasowy. Dzięki tym atrybutom jego jakość odpowiada cenie produktu na półce, powodując stałą powtarzalność zakupów. Rozwój cydru w ujęciu mezzo – czyli naszego kraju, rzeczywiście zapowiadał się imponująco. Międzynarodowe embargo nałożone na eksport rodzimych jabłek przez jednego z kluczowych odbiorców jedynie wzmogło popyt na cydr wśród konsumentów. Niestety dosyć liberalne przepisy prawa gospodarczego pozwoliły innym producentom napojów niskoalkoholowych „podszyć się” pod wizerunek bycia cydrem – co spowodowało zachwianie powstałej relacji z konsumentem. Ekonomiczne różnice występujące w obszarze kosztów, wynikających z odmiennych technologii wytwarzania, a nade wszystko w zakresie samego surowca, stanowiącego bazę wytworzenia finalnego produktu i co za tym idzie klasyfikacji produktów pod kątem akcyzowym sprawiły, że konsumenci płacili bardzo dobrą cenę za produkt, który w istocie cydrem nie był, choć smakował łudząco podobnie. Ten stan rzeczy trwa nadal – tyle, że ciężar bycia niby-cydrem rozłożył się na inne grupy smakowe, będące aktualnie w większym trendzie zainteresowań konsumenckich. Jestem przekonany, że gdyby w tamtym momencie obowiązujące przepisy dokładnie precyzowały, co można, a czego nie można nazywać cydrem – i penalizowałoby artefakty masowej reklamy, sugerującej konsumentom, że coś jest czymś, czym w istocie nie jest, odnieślibyśmy duży sukces w biznesie. Póki co, zapraszamy do sięgnięcia po nasz Cydr Polski Klasyczny – by poczuć zdecydowaną różnicę.

— W Waszej ofercie znajdują się wina, miody pitne, cydry. Może czas więc teraz na trunki wysokoprocentowe? Czy rozważacie w ogóle taką opcję?
Odnoszę dziwne wrażenie, że ma Pan dostęp do szeregu istotnych informacji na temat projektów, nad którymi obecnie pracujemy w spółce. Biorę również pod uwagę fakt, że szerokim echem po rynku rozeszła się informacja, iż poprosiłem mojego kolegę ze Stowarzyszenia Sommelierów Polskich, wielokrotnego mistrza Polski – Andrzeja Strzelczyka – aby wprowadził nas w rzeczywisty świat wiedzy na temat mocnych alkoholi. Wiedza właściwa jest dla mnie bowiem fundamentem jakiegokolwiek dalszego działania – a pomysł poprowadzenia projektu mocnego alkoholu w TiM SA wraca do mnie cyklicznie niczym bumerang. Zapewne zgodzimy się również z tym, że z faktami trudno dyskutować, szczególnie wyciągając wniosek, że według najnowszego badania AC Nielsen – wartościowy rynek koniaku, brandy, whisky, rumu oraz ginu – jest znacznie większy niż wina gronowego. Z wiadomych względów o szczegółach projektu na tym etapie nie będę mówił więcej – ale potwierdzam, że coś jest na rzeczy.

— Firma TiM S.A. obchodzi właśnie jubileusz 30 lat istnienia. Przygotowaliście coś specjalnego na bieżący rok z tej okazji? W jaki sposób firma świętuje jubileusz?
Trudno w to uwierzyć, ale z początkiem października będziemy obchodzić 30-lecie istnienia firmy. Na tą okoliczność przygotowaliśmy się od połowy ubiegłego roku i konsekwentnie od grudnia 2019 r. do marca 2020 r. realizowaliśmy program obchodów Roku Jubileuszowego. Podczas spotkania wigilijnego z współpracownikami odsłoniliśmy nasze Logo Jubileuszowe, wydaliśmy z początkiem roku nowy katalog i zapowiedzieliśmy szereg eventów towarzyszących. Rozesłaliśmy przesyłki dedykowane z winami jubileuszowymi do domu każdego pracownika. Natomiast z racji pojawienia się pandemii koronawirusa SARS-CoV-2 postanowiłem wszystkie inne kluczowe obchody jubileuszowe przenieść na 2021 r., dzięki czemu rzeczywista celebracja rocznicy powstania spółki wyniesie co najmniej 2 lata. To wszystko jest przed nami, więc nie mogę zdradzić zbyt wielu tajemnic, ale mogę jednocześnie zapewnić, że główne obchody będą godne odnotowania tego faktu w annałach firmy. Aby nie popadać w nihilizm sytuacyjny roku bieżącego, mogę obiecać już teraz, iż zaskoczymy również pozytywnie wszystkich naszych akcjonariuszy oraz współpracowników jeszcze w październiku tego roku. Nie czekając jednak do odsłony wydarzeń październikowych – korzystając z okazji, w tym momencie pragnę z głębi serca podziękować wszystkim naszym pracownikom – za ogromne poświęcenie i zaangażowanie w budowę spółki, wszystkim naszym akcjonariuszom – za istotne wsparcie w trudnych chwilach i głęboką wiarę w nasze działania, wszystkim naszym partnerom biznesowym – za wzorcowe relacje oraz wzajemne zaufanie, a także – a właściwie nade wszystko wszystkim naszym konsumentom – za to, że każdego dnia jesteście z nami, doceniając to, co w główniej mierze z myślą o was robimy.

— Zamierzacie więc zaskoczyć akcjonariuszy i współpracowników. A czym firma TiM S.A. zamierza jeszcze zaskoczyć w najbliższych miesiącach konsumentów?
O wszystkich projektach, o których chciałem powiedzieć, a i o tych, o których jeszcze nie chciałem mówić, właściwie już się wypowiedziałem. Wraz z zarządem koncentruję się obecnie nad opracowaniem długofalowej strategii dla organizacji, uwzględniającej istotową dynamikę zmian w otoczeniu, wpływającą wprost na behawioryzm zachowań konsumenckich. W związku z powyższym skupiam się nad poszukiwaniem osobliwych, ale jednocześnie kluczowych atrybutów dla zbudowania przyszłościowego modelu biznesowego spółki. Pragnę również głośno powiedzieć – czym na pewno nie zaskoczymy w najbliższym okresie czasu. Niezmienna pozostanie bliska memu sercu filozofia działania firmy, oparta na fundamencie wartości Human, poszanowania drugiego człowieka oraz głoszonych przez niego wartości, co oznacza tyle, że w dalszym ciągu rodzinny oraz solidarnościowy charakter organizacji zostanie zachowany, a wzajemne relacje ze wszystkimi interesariuszami spółki będą kluczowym transmiterem prowadzonych operacji biznesowych.

— Dziękuję za rozmowę.

Rynki Alkoholowe 9/2020

temat 09