okl 2019 06


okl 2019 05


 

Blisko 7 tys. wystawców z całego świata i rekordowa liczba ponad 61 tys. gości, którzy odwiedzili wydarzenie – tak najkrócej można opisać tegoroczne targi ProWein w Duesseldorfie. My jednak zamierzamy o nich napisać nieco więcej – tym bardziej, że miały tam miejsce także istotne polskie akcenty.

W tym roku odbyła się już 25. edycja targów ProWein, a więc są one zaledwie o rok starsze niż miesięcznik „Rynki Alkoholowe”. Przez te wszystkie lata impreza organizowana przez Messe Duesseldorf GmbH rozwijała się i dziś należy ją zaliczyć do najbardziej istotnej, jeśli chodzi o branżę alkoholi na świecie. Jak sama nazwa wydarzenia wskazuje, jest ono nakierowane przede wszystkim na wszelkiego rodzaju winiarstwo. W rzeczywistości jednak bardzo dużą liczbę wystawców stanowią także producenci wyrobów spirytusowych, piwa, cydrów czy opakowań. – Jak zaczynaliśmy 25 lat temu, nikt nie myślał, że impreza tak niebywale się rozwinie. Krok po kroku, razem z naszymi partnerami, tworzyliśmy najważniejsze i największe na świecie specjalistyczne targi win oraz alkoholi. Mamy też konkretne plany na przyszłość – podkreślił Hans Werner Reinhard, prezes firmy Messe Duesseldorf.
Ktoś, kto pierwszy raz wybiera się na ProWein, może się tam zagubić. Teren targów przypomina małe miasteczko – 10 ogromnych hal z wystawcami, pawilon gastronomiczny, liczne parkingi, centrum prasowe obsługujące dziennikarzy z całego świata. Ogrom wydarzenia może przerazić. I to jest chyba największy minus tych targów – są one po prostu zbyt duże! Nie ma bowiem możliwości, aby w 3 dni odwiedzić wszystkich wystawców i zamienić z nimi choć słowo. Trzeba wybierać i każdego dnia odpowiednio zaplanować swoją marszrutę, by nie bywać po kilka razy w tym samym miejscu. Dotyczy to nie tylko dziennikarzy, ale również ludzi z branży alkoholowej czy gości imprezy. W tym roku przekonali się o tym także choćby premier Portugalii António Luís Santos da Costa czy jego odpowiednik z Chorwacji Andrej Plenkovic.

prowein 1

Duesseldorf to miasto liczące blisko 600 tys. mieszkańców, nad którym góruje wieża telekomunikacyjna Rheinturm o wysokości 240,5 m. Ulokowana na starówce promenada Rheinufer z powodu znajdującej się tam niezliczonej liczby knajpek, barów i restauracji nazywana jest potocznie najdłuższym barem świata. W pobliskim Krefeld (w dzielnicy Uerdingen) znajdziemy zabytkową destylarnię brandy Dujardin. Ale jeśli ktoś wybiera się na ProWein, o zwiedzaniu Duesseldorfu i okolic może zapomnieć. Lotnisko i miasteczko targowe to wszystko, co zobaczy. Choć oczywiście na brak wrażeń w tym wypadku narzekać nie można. Największą powierzchnię targową zajęli producenci z Włoch, z Francji oraz oczywiście z Niemiec (niemal po 2 pawilony). Hiszpania wraz z Portugalią zajęły kolejną halę. Dużą reprezentację miały też trunki z Austrii i Grecji. Osobny pawilon przeznaczono na wina z Ameryki Północnej oraz Ameryki Południowej. – Z punktu widzenia niemieckich wystawców tegoroczne targi ProWein miały bardzo pozytywny przebieg. Szczególnym zainteresowaniem krajowych i zagranicznych odwiedzających cieszył się z niecierpliwością oczekiwany rocznik 2018, który jednomyślnie spełnił stawiane mu wysokie oczekiwania. Białe wina zaprezentowały się w tym stosunkowo wczesnym dla nich okresie jako gotowe do spożycia i czarowały swym intensywnym owocowym charakterem. Wystawcy chwalili ponadto profesjonalizm odwiedzających – zaznaczyła Monika Reule, prezes Niemieckiego Instytutu Win.
No dobrze, a co z tymi polskimi akcentami?

prowein 3

Pokazać rodzime winiarstwo z jak najlepszej strony – taki cel miała największa obszarowo w naszym kraju Winnica Turnau. I chyba udało się go zrealizować. Trunki z Winnicy Turnau otrzymały bowiem aż 3 medale (2 srebrne i 1 brązowy) na ostatnim konkursie PAR Wine Award International. Wręczono je właśnie na ProWein.
Swoje nietuzinkowe wina w Duesseldorfie prezentowała również Winnica Słoneczny Zakątek z województwa kujawsko-pomorskiego, która to przeczy mitom, jakoby wina z Polski na pewnych obszarach kraju udać się nie mogą.
Vino Vittoria to agencja zajmująca się dystrybucją włoskich win na Europę. Co ciekawe, jej siedziba mieści się w Białogardzie w województwie zachodniopomorskim. Dlaczego właśnie tam? – Mój mąż Maurizio Leorato jest Włochem. Firma funkcjonuje od 9 lat. Siedzibę do mojego rodzinnego Białogardu przenieśliśmy 5 lat temu – zdradziła Żaneta Lewicka, która jest też sommelierem. – Prowein to największe i najważniejsze targi. Jeszcze Vinitaly w Weronie są dla nas istotne. Wszystkie wina sprowadzamy z włoskich winnic, z 11 regionów Italii. Mamy podpisane kontrakty, tak więc w wielu przypadkach jesteśmy ich jedynymi przedstawicielami na Europę. Nasz największy odbiorca to Dania, zaraz za nią znajduje się Polska, ale już w tym roku może się to zmienić na lepsze, bo Polacy lubią włoskie wina – zwłaszcza z rejonów Veneto czy Pulia.
Przy stanowisku win z portugalskiego regionu Tejo masterclass poprowadził utytułowany sommelier Andrzej Strzelczyk, a pośród marek Marie Brizard Wine & Spirits można było dojrzeć wódki Krupnik oraz Sobieski.

prowein 4

Szerokie portfolio na targach prezentowała firma Bartex-Bartol. – Jeśli jesteś producentem i chcesz sprzedawać swoje produkty na świecie, to musisz się tu pokazać. Przyjeżdżamy co roku, szukamy nowych partnerów – głównie z Azji i z Ameryki Północnej – przyznał Przemysław Kaczmarek, export manager firmy z siedzibą w Nowym Tomyślu. – Goście targów okazują bardzo duże zainteresowanie musującym winem brokatowym Vionelli czy po prostu polską wódką – tu ich uwagę przykuwa choćby nietypowe opakowanie marki Baba Yaga.
Firma Jantoń postanowiła w Duesseldorfie pokazać choćby swoją nowość o nazwie Cool Wave – pierwszy produkt z kategorii seltzer w Europie. – Poprzednie lata pokazały, że opłaca się być na tych targach. W Duesseldorfie odbywają się kluczowe spotkania w roku z naszymi partnerami. Dla nas najważniejsze są tu trzy obszary działań. Po pierwsze, rozwój eksportu i utrzymanie dotychczasowych klientów. Po drugie, spotkania z dużymi przedstawicielami sieci handlowych w Polsce. I wreszcie po trzecie, wyszukiwanie dostawców win do projektów Wino Makłowicz oraz Selekcja Makłowicz, a także Platinum Wines. Tak więc jesteśmy tutaj, aby kupować, sprzedawać i rozmawiać – stwierdził Jakub Nowak, prezes spółki Jantoń. Nic więc dziwnego, że na stanowisku firmy można było spotkać także Mikołaja Makłowicza. Firma w ostatnim czasie zanotowała kilka inkwizycji, ale jak podkreśla prezes Jakub Nowak, wszelkie tego typu działania zostały gruntownie przeanalizowane i przemyślane, a strategia ta ma przynieść wyłącznie pozytywne efekty.
Wielkopolska Wytwórnia Wódek Polanin jest znana z marek Poniatowski czy Dwór Polski, ale to nie ich produkcja stanowi główną działalność firmy. Zatem co? – Aż 80% naszych produktów to wykonywane na zlecenie marki własne dla innych firm. I pod tym kątem tutaj się prezentujemy. Potrafimy dostosować się do potrzeb klienta, co stanowi duży atut. Naszym największym odbiorca są Stany Zjednoczone. Na te targi przyjechali wszyscy, którzy się liczą w branży. To tutaj „łapiemy” najwięcej klientów i zacieśniamy kontakty z dotychczasowymi. Rozmawiamy tu z odbiorcami z Francji, z Bliskiego Wschodu czy nawet z Ghany – powiedział Grzegorz Musielak, export specialist w spółce Polanin.
Na łączonym stoisku Henkell & Co. oraz Freixenet działo się dużo, miała tam miejsce choćby premiera smakowych wariantów Ginu Lubuskiego. Do Pink Gin dołączyły teraz Green Gin (zielone cytrusy) oraz Blue Gin (borówka amerykańska z nutą jeżyny). Produkty na sklepowe półki w Polsce trafią już wkrótce i na pewno będą się na nich wyróżniać. – Wprowadzenie Pink Gin na rynek zakończyło się dużym sukcesem. Giny smakowe to przyszłość kategorii, a my jako jej lider w Polsce chcemy kreować nowe trendy. Sprzyjają temu także aktualne kierunki w miksologii, gdzie poszukuje się nowych i nieoczywistych połączeń przy kreacji drinków – mówiła Joanna Dolęga-Semczuk, członek zarządu Henkell & Co. Polska. – I rzeczywiście nasze nowe giny smakowe zainteresowały zagranicznych klientów. Wszystko wskazuje na to, że wkrótce będziemy eksportować je do Nigerii, Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz Chin. Przed nami jednak wciąż dużo pracy i wyzwań. Nie zapominajmy o integracji Henkel & Co. z Freixenet. Dzięki temu staliśmy się przecież absolutnym numerem 1 na świecie, jeśli chodzi o wina musujące.
Tu warto również wspomnieć, że od niedawna konsumenci mogą zakupić w nowej wersji starzoną odmianę Ginu Lubuskiego. I to nie tylko konsumenci w Polsce. Produkt jest bowiem eksportowany choćby do Niemiec, Holandii, Rosji, Chin czy na Łotwę.

prowein 5
A skoro o ginach mowa, warto było też odwiedzić stworzoną po raz pierwszy na targach ProWein strefę alkoholi kraftowych pod hasłem „Same but different” („Takie same, ale inne”). Mieściła się ona w hali numer 7. Swoim aromatem zachwycał tam choćby Woodland Sauerland Dry Gin. I jak się okazało, „maczał w tym palce” potomek polskich emigrantów Grzegorz (Gregor) Biedrzycki: – Kiedy miałem 7 lat, wyjechałem z rodzicami do Niemiec. Mieszkam tu już od 33 lat. Jak to się zaczęło? Z przyjaciółmi postanowiliśmy stworzyć coś nietuzinkowego w miejscowości Sauerland, gdzie mieszkamy. Na początku była nas czwórka. Tak właśnie jakieś 1,5 roku temu powstała marka Woodland. Dla nas ważne było, aby stworzyć gin, który będzie smakował konsumentowi w postaci czystej, bez żadnych dodatków, jak np. tonik. Moim zdaniem to się udało. W firmie odpowiadam przede wszystkim za design opakowań oraz materiałów promocyjnych, bo mam doświadczenie z pracy w agencji reklamowej, ale także za smak naszego ginu. Celem na pierwszy rok działalności było wyprodukowanie 5 tys. butelek ginu. Plan wykonaliśmy z dużym zapasem, bo stworzyliśmy 30 tys. butelek. Część z nich eksportujemy do Chorwacji, Singapuru i Danii. Rozmawiałem już z jednym kolegą, który też ma polskie korzenie, że następna w kolejności powinna być Polska.
Niewykluczone więc, iż ekipa Woodland Sauerland Dry Gin przyjedzie w tym roku do naszego kraju na jakiś festiwal z mocnymi trunkami. Inne ciekawe produkty alkoholowe z jałowca prezentowane w strefie kraftowej to chociażby norweski Harahorn oraz niemiecki Stobbe (początki marki już w 1776 r.). Były też rzemieślnicze likiery (np. HirschRudel), piwa, cydry, baijiu (Ming River) czy nawet mezcal (Xiaman). Uwagę gości targowych przykuwała także charakterystyczna butelka tequili Padre Azul – obłożona skórą i z ciężkim metalowym zamknięciem w kształcie trupiej czaszki.
Ale polskich akcentów na ProWein było znacznie więcej. Kolumbijskie rumy spod marki Dictador kojarzą się zapewne dużej części męskich konsumentów z atrakcyjnymi hostessami odzianymi w obcisłe skórzane stroje. Mało jednak kto wie o tym, że swój współczesny sukces marka zawdzięcza Polakom, którzy zresztą są też większościowymi właścicielami samej destylarni w Cartagenie. – Udziały w niej kupiliśmy w 2009 r. Dictador był wtedy marką mającą już swoją historię, ale nieznaną nawet w samej Kolumbii. Stworzyliśmy więc cały marketing, aby budować międzynarodową rozpoznawalność produktu i zabezpieczyliśmy prawnie jego nazwę. Rum ma niesamowity potencjał, jeżeli chodzi o starzenie – znacznie większy niż whisky. Chcemy tworzyć coś nowego i nieoczywistego. Nudny produkt nas nie interesuje – zdradził Bartosz Masłowski, brand manager Dictador. – Dlatego też wdrażamy nietuzinkowe projekty, jak np. 2 Masters, gdzie dwóch mistrzów w swoim fachu miało wpływ na stworzenie niezwykłych trunków. W ten sposób powstały alkohole niepowtarzalne. Połączenie naszego rumu Dictador ze znanymi markami koniaku, wina białego i czerwonego, szampana, armaniaku czy whisky. A w planach mamy już nowe pomysły. To ekskluzywne i limitowane produkty, które nigdy nie będą powszechnie dostępne.
– Jak wspomniał Bartek, te projekty są całkowicie unikalne. Nie boimy się eksperymentować i to jest nasza najsilniejsza strona. W tym wszystkim najważniejsza pozostaje jednak jakość. Jeżeli oznaczamy produkt, że dojrzewał 12 lat, to tak właśnie było. I młodszych rumów nie sprzedajemy. Dziś Dictador jest dostępny w blisko 90 państwach na świecie. W każdym kraju wybieramy tylko jednego dystrybutora, taka mamy zasadę działania. W Polsce od ubiegłego roku jest to Stock – dopowiedział Marek Szołdrowski, prezes Dictador Europe Sp. z o.o. z siedzibą w Katowicach.

Co jeszcze? A choćby likiery, bo słodyczy przecież nigdy za wiele (zwłaszcza dla łasuchów, a ja się do nich zaliczam). W Duesseldorfie nie mogło zabraknąć przedstawicieli japońskiej firmy Choya z Takehiko Okazakim na czele, wszak w tym niemieckim mieście znajduje się europejska siedziba firmy. Oprócz trunków z owoców ume można było na ich stanowisku spróbować znakomite sushi.
– Naprawdę ci smakuje? Ten produkt to moje dziecko! – odpowiedziała z radością Rachel O Donoghue, international brand manager Coole Swan, kiedy pochwaliłem krem o tej samej nazwie. Słodki trunek rodem z Irlandii to połączenie tamtejszej whisky single malt z białą belgijską czekoladą oraz naturalną śmietaną. I jak miałem nie pochwalić? Po prostu pycha! To produkt, który śmiało może konkurować o podniebienia konsumentek z bardziej znanymi markami – takimi, jak Baileys czy Sheridan’s.
Spotkałem też reprezentację Minsk Grape Wine Factory (Mińskie Zakłady Win Gronowych) z Białorusi, która była obecna również na targach WorldFood Poland w Warszawie. Tym razem zachęcali choćby do spróbowania balsamu Czarny Znachor w kilku odmianach smakowych (m.in. z żeń-szeniem).
Jeszcze kilka słów o producentach opakowań, bo tych z Polski również można było spotkać na targach w Duesseldorfie. Do swoich produktów zachęcała choćby firma Pakodruk. – Tuba podnosi prestiż alkoholu. Stosuje się ją bardzo często przy świątecznych wersjach produktu. To rodzaj opakowania kartonowego, a więc ekologicznego. Zainteresowanie jest duże. Wystawiamy się tu oczywiście pod kątem branży alkoholowej, ale nasza oferta jest znacznie obszerniejsza i kierowana do znacznie szerszej grupy odbiorców – zaznaczył Waldemar Szymański, prezes firmy Pakodruk.
Grupa Tradepol to w rzeczywistości trzy spółki: Tradepol, FOB-Decor oraz FOB-Glass. Ich klientami byli także producenci alkoholi w Polsce, a wśród nich m.in. CEDC International, Wyborowa Pernod Ricard, Stock, Marie Brizard Wine & Spirits, Henkell & Co., Bartex, Jantoń czy Apis. – Najprościej mówiąc, nasza specjalność to zamknięcia oraz szkło wszelkiego rodzaju. Potrafimy stworzyć wzory indywidualne. Jesteśmy wiodącym dostawcą dla producentów wody, soków, farmacji, branży spożywczej, a także oczywiście alkoholowej – przyznał Mateusz Jędryszczak, manager ds. sprzedaży w Grupie Tradepol. – Targi ProWein to największa tego typu impreza w Europie z nastawieniem na wino. Wystawiamy się tu z naszą ofertą drugi rok z rzędu. Każde bezpośrednie spotkanie z klientem traktujemy jako niezwykle cenne, rozmowa przez telefon tego nie zastąpi. Dlatego wydarzenie to jest dla nas bardzo intensywne.
Rzeczywiście, „intensywność” w odniesieniu do targów ProWein to słowo kluczowe. Po trzech dniach spędzonych w Dueseldorfie, człowiek jest świadom, że wcześniej tak dużej imprezy tego typu jeszcze nie widział. A jeśli o tym na chwilę zapomni, zaraz przypominają mu o tym bolące nogi. W sumie doznania bezcenne. Tym bardziej, że nie wszędzie można poczuć się niczym James Bond i skosztować lampkę szampana marki Bollinger.
Kolejne targi ProWein w Duesseldorfie zaplanowano w dniach 15-17 marca 2020 r. Wcześniej będą jeszcze imprezy ProWine Asia w Hongkongu (7-10 maja 2019 r.) oraz ProWine China w Szanghaju (12–14 listopada 2019 r.).
Na zakończenie wielkie podziękowania dla ekipy Messe Duesseldorf GmbH – zwłaszcza dla Christiane Schorn i Michaela Mandela, a także dla Iryny Chernikovej z przedstawicielstwa spółki w Polsce.

Rynki Alkoholowe 4/2019

polagrafood 2019