okl 2019 11


 

 

Mariusz Glenszczyk, prezes zarządu TiM S.A., odpowiadał na pytania Marcina Burzyńskiego

— Zacznijmy od pytania na rozgrzewkę. Dobre wino – co to znaczy i jakie powinno ono być?
Gdy czujemy pozytywne emocje, jesteśmy zrelaksowani i pragniemy, aby opisywana chwila trwała wiecznie – a jesteśmy przekonani, że to zasługa wina, które swym bogactwem smaku wypełniło właśnie nasze zmysły, to odpowiedni czas, aby udzielić sobie odpowiedzi na to pytanie. Upraszczając – dobre wino to takie, które po prostu nam smakuje, buduje komfort bycia z sobą samym lub bliskimi nam osobami, dzięki czemu z przyjemnością do niego wracamy. Należy jednak podkreślić, że każdy konsument ma inne preferencje, różne wyczulenie receptorów poznawczych oraz odmienne doświadczenie związane z winem.

Tym samym trudno ustanowić jednolity wzorzec konsumencki, mogący sprawdzić się bez wyjątku. Widzę rysujące się zadowolenie na twarzach rzeszy czytelników, będących konsumentami wina, jednako nie zajmujących się jego tematyką w sposób profesjonalny – oraz duże zakłopotanie i zdziwienie wśród osób, dla których wino stało się częścią ich życia lub wręcz sposobem na nie. Spieszę więc odpowiedzieć tym drugim, że nic nie uległo zmianie w sommelierskim sposobie oceny win. Nadal obowiązuje sztywna rama KCGA. Podobnie wszystkie etapy oceny wina. Należy jednak podkreślić, że aby móc finalnie stwierdzić, czy wino było dobre – wspólnym mianownikiem takiego wyboru dla pierwszych i drugich miłośników napoju Dionizosa, powinien być na wstępie umiejętny sposób jego doboru do okoliczności lub potrawy jej towarzyszącej.

— W lipcu 2018 r. został Pan prezesem TiM S.A. Czy Rada Nadzorcza postawiła przed Panem jakieś konkretne cele na pierwszy rok pracy? Czy udało się je zrealizować?
Rzeczywiście, 1 lipca ub.r. objąłem stery prezesa organizacji, z którą jestem związany od ponad 25 lat. Co warte podkreślenia, sam fakt powierzenia mi tej funkcji został poprzedzony ponad 2-letnim okresem rozmów z akcjonariuszami spółki. Wyrażam przekonanie, że przedstawiona przeze mnie wizja rozwoju firmy oraz właściwa ocena mych kompetencji legła u podstaw ich ostatecznej decyzji. Być może interesujące dla czytelników będzie to, iż w ubiegłym roku wraz z nominacją oraz gratulacjami od Rady Nadzorczej TiM S.A. – otrzymałem życzenia, abym choć w niewielkim stopniu spróbował osiągnąć lepszy rezultat niż ten, którym zamknął się poprzedni rok finansowy. Życzenia stały się prawdziwym wyzwaniem dla nowego zarządu – na koniec czerwca 2019 r. spółka odnotowała najlepszy wynik finansowy w swej historii. Z dużą satysfakcją mogę powiedzieć, że założony plan oraz przyjęta strategia działania nowego prezesa, skutkowały poprawionymi wskaźnikami ekonomicznymi w ujęciu P&L, a zapisany w ten sposób kolejny „rekord” – stał się naturalnym wyzwaniem dla uczczenia 30-lecia założenia firmy, przypadającego na 2020 r.

— Co ciekawe, jest Pan m.in. absolwentem Katedry Spawalnictwa Politechniki Śląskiej w Gliwicach. W jaki sposób trafił Pan więc do branży winiarskiej?
Muszę Państwa zaskoczyć lub rozczarować… ponieważ nie jestem jedynym absolwentem uczelni technicznej, kończącym spawalnictwo – dla którego wino stało się pasją i sposobem na życie. Jakiś czas temu, ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że mój przyjaciel, będący obecnie ikoną polskiego winiarstwa, również skończył ten kierunek, choć na innej uczelni. W mym przypadku studia na Politechnice Śląskiej, które przypadały jeszcze w epoce socrealizmu, dawały mi możliwość wyjazdu – w tzw. obszary dewizowe – do pracy na winnicach. Na początku traktowałem to wyłącznie jako sposób na zarabianie pieniędzy – ale po czasie dotarło do mnie, że to moja nowa pasja, będąca w istocie pomysłem na życie. Decydując się na to, aby wino odgrywało w nim wiodącą rolę, kończąc jednocześnie studia techni­czne, oparte na kanwie teorii Euklidesa, ­Leibniza, Talesa, Newtona czy Einsteina, wyposażony w kompetencję racjonalnego pojmowania świata, zrozumiałem, jak duże obszary niewiedzy muszę uzupełnić, aby móc w holistyczny sposób ułożyć swój plan na przyszłość.

— W branży winiarskiej pracuje pan już ponad 25 lat. Jak przez ten czas zmieniał się rynek i sama branża?
Ostatnie trzy dekady to bardzo interesujący okres dynamicznych zmian na rynku wina w Polsce. Należy zauważyć, że gdy rozpoczynaliśmy naszą przygodę z winem gronowym, jego spożycie wynosiło zaledwie ok. 0,05 l wobec 18 l wypijanej wódki przez statystycznego Polaka rocznie. W latach 90. XX w., podmiotów zajmujących się winem było setki, o ile nie tysiące. Rodacy uwielbiali wówczas wina owocowe, wermuty oraz nalewki. Wina gronowe reprezentowane były właściwie poprzez jedną „dyżurną” markę, jaką była Sofia, uzupełniana czasem na półce Kadarką, Cotnari, Egri Bikaverem czy Tokajem. Dzisiejszy rynek wina w Polsce zbudowany został w głównej mierze dzięki determinacji i wierze w sukces ludzi, będących prawdziwymi pasjonatami wina. Niejednokrotnie są to obecnie nasi szacowni konkurenci, z którymi siłą rzeczy znamy się i okazujemy sobie szacunek. Mozolna praca u podstaw, związana z edukacją konsumenta, zaowocowała tym, że dzisiejsze, statystyczne spożycie wina gronowego w Polsce dochodzi do ok. 5 l – ale co ciekawsze, konsumpcja wódki spadła o 60%. W mej opinii na taki stan rzeczy wpłynęły zmieniające się preferencje konsumenckie, kształtowane podczas wakacyjnych wyjazdów w regiony posiadające naturalną tradycję winiarską. Przywołana uprzednio Sofia sukcesywnie ustąpiła miejsca na rynku takim markom, jak: Cono Sur, Panul, Portada, Gamziri, Le Grand Noir, Oak View czy Cudgee Creek.

— TiM S.A. jest częścią Grupy Ambra. Czy ma to jakiś wpływ na decyzje podejmowane wewnątrz spółki? Na ile jej działalność jest niezależna?
Mniej więcej w połowie ubiegłej dekady akcjonariusze obu podmiotów porozumieli się w zakresie realizacji wspólnych planów biznesowych – efektem czego było nabycie udziałów naszej spółki przez Ambra S.A. Paralelnie jednako ustalono szerokie ramy dla autonomii TiM S.A., które każdorazowo dają zarządowi firmy bardzo duże obszary swobody w działaniu oraz podejmowaniu decyzji. Powiem więcej – pomimo tego, że jesteśmy biznesową rodziną w ramach grupy kapitałowej, to na co dzień jesteśmy również, a może przede wszystkim konkurentami rynkowymi, walczącymi o każdą wolną jego przestrzeń. Myślę, że każdy ma też świadomość, iż nie należy na siłę zmieniać techniki treningowej rajdowca, osiągającego kolejne rekordy i zdobywającego rokrocznie prestiżowe trofea.

— W tym roku odbył Pan nietypową podróż do Argentyny, aby spotkać się z tamtejszymi winiarzami. Wydaje się, że to rzadka sytuacja, gdy prezes zarządu dużej firmy osobiście zajmuje się takimi sprawami. Czy podróż ta przyniosła oczekiwane skutki biznesowe? Czy planowane są kolejne tego typu wojaże?
Zostałem wprowadzony w pewne zakłopotanie tym pytaniem, ponieważ nic nadzwyczajnego nie znajduję w tym, że prezes zarządu jakiejkolwiek ze spółek odbywa podróż do swych długoletnich partnerów w biznesie. I to niezależnie od miejsca ich działania. Dla mnie osobiście, w szeroko rozumianym biznesie, przede wszystkim liczą się więzi oraz relacje pomiędzy ludźmi. Biznes pozbawiony relacji kończy się prędzej, niż się ­rozpoczyna. Aby oddać prawdę, muszę sprostować również, że podczas tego 2-tygodniowego pobytu odwiedziłem szereg producentów w Argentynie oraz w Chile. W podróży towarzyszył mi dyrektor naszego Działu Importu, pan Rafał Fijak, z którym pracuję ponad 20 lat. Dzięki temu mogliśmy oczywiście zrealizować wszystkie nasze cele biznesowe – ale nade wszystko zacieśnić przyjacielskie więzi z osobami prowadzącymi największe firmy winiarskie w Ameryce Południowej. Ciekawostką może być to, że bardzo mocno w organizację naszego pobytu w Argentynie zaangażowało się Zagraniczne Biuro Handlowe PAIH w Buenos Aires, reprezentowaneosobiścieprzezdyrektor placówki – panią Karolinę Barmuta. W parę dni odwiedziliśmy naszych przyjaciół z Bodega Los Haroldos, Bodega Norton, Grupo Peñaflor oraz firm Fecovita i Quatrocci. Najlepsze wina z Mendozy oraz genialnie przyrządzane Asado na zawsze pozostały w naszej pamięci, podobnie jak niepowtarzalne spotkania ze społecznością winiarską z Chile, gdzie kolejno odwiedziliśmy firmy: Vina Cono Sur, Bodegę Tagua Tagua, Bodegę Marchigue, winiarnię Vina Pagnel oraz Cremasci Furlotti i Matetic. Miarą oceny tego wyjazdu może być wielkość sprzedaży win z naszej oferty – z tego regionu świata – liczoną w milionach butelek. Naturalną konsekwencją realizacji założonej strategii działania jest kontynuacja programu odwiedzin kolejnych producentów w wielu krajach. W ubiegłym kwartale odwiedziliśmy producentów w Armenii, Gruzji oraz Azerbejdżanie. Przed nami także kolejne wyprawy do Kalifornii oraz do Republiki Południowej Afryki.

— No właśnie, często mówimy „wino z Afryki”, a myślimy w zasadzie tylko o Republice Południowej Afryki. Czy w innych krajach z Czarnego Lądu nie ma trunków, które warto importować?
Należy przypomnieć, że winorośl wzrasta wszędzie tam, gdzie znajdują się pasjonaci upraw i równocześnie występują odpowiednie warunki klimatyczne. Kontynent Afryki, niemal z automatu, jawi się odbiorcy jako biała plama na mapie możliwych do wyobrażenia miejsc do prowadzenia winnic. Rzeczywiście po głębszej analizie, można na jednym niemal bezdechu wymienić wszystkie rejony Afryki, w których produkowane są wina gronowe. Poza Republiką Południowej Afryki uprawy winorośli możemy obecnie odnaleźć w Etiopii, Namibii, Egipcie, Algierii, Tunezji oraz Libanie – gdzie występuje prawdziwa perła winiarstwa – i to w wymiarze światowym, myślę tutaj o niesamowitym Château Musar. Nasza aktywność, związana z budową oferty win z Afryki od paru miesięcy ukierunkowana jest na serię o nazwie Vintales, o lekko oldschoolowym designie, adresowanym przewrotnie do młodszego pokolenia.

— Tymczasem wina z Europy mają już swoją renomę, ale dotyczy to konkretnych krajów. Czy możliwe jest, że nagle pojawi się tu nowy, dotychczas lekceważony gracz, który zaskoczy wszystkich ekspertów? Czy w Europie możliwe są jeszcze „winiarskie odkrycia”?
Życie każdego dnia, niemal w każdej przestrzeni, może być pisane de facto na nowo. Przyjmując tę retorykę, nie wykluczając niczego – należy żywić przekonanie, graniczące z pewnością, że nowe, wielkie odkrycia w świecie win są dopiero przed nami. Nie milkną echa zachwytu polskich konsumentów winami z Mołdawii oraz Gruzji, a już ich zainteresowania eksploracją nowości sięgają dalej. Aby być dokładnym, należy podkreślić, że kierunki te sięgają obszaru posiadającego ponad 8 tys. lat historii związanej z winem, definiowanym jako Podkaukazie, którego rubieże zakreślono na styku Europy oraz Azji. Jestem przekonany, że informacja o mojej ostatniej podróży do Armenii oraz Azerbejdżanu, będzie dla czytelników wystarczającą wskazówką, mówiącą wszystko o tym, nad czym obecnie pracujemy.

— W Waszej ofercie wciąż brakuje win z Polski. Dlaczego? Czy to się zmieni w przyszłości?
Cieszę się, że na pierwszy rzut oka tak to wygląda, ponieważ w dużej tajemnicy przed konkurencją – choć teraz może już nie tak dużej – prowadzimy prace nad dużym projektem, związanym z winem gronowym, pochodzącym z polskiej winnicy. Jesteśmy obecnie skoncentrowani na rejestracji wszystkich znaków towarowych. Wyrażam głębokie przekonanie, iż niebawem będziemy mogli zakomunikować znacznie więcej, a tym samym przerwać rynkowe spekulacje, z którym z rodzimych producentów win współpracujemy w ramach tego projektu.

— Spółka swego czasu informowała, że zamierza rozwijać własne laboratorium. Czy może Pan powiedzieć coś więcej o tym projekcie?
Oczywiście to, co komunikowaliśmy kiedyś – realizujemy obecnie. Tym samym TiM S.A. w ramach założonego programu kontroli nad jakością wyrobów, ponad 2 lata temu nabył wysokiej klasy sprzęt laboratoryjny firm Anton Paar i Dujardin Salleron, a co ważniejsze wdrożył w życie adekwatne procesy w tym zakresie pod nadzorem osoby posiadającej stosowne wykształcenie oraz umiejętności. Taki ruch skutkował podniesieniem standardu pracy z partnerami handlowymi, ale co ważniejsze, większą satysfakcją konsumentów, którzy dzięki temu otrzymują dostęp do produktów o wysokiej jakości.

— Klimat na Ziemi ulega zmianie i naukowcy wieszczą, że zmianie ulegną także regiony upraw winorośli. Czy to poważne zagrożenie dla winiarstwa? Jakie może mieć to konsekwencje dla importerów i dystrybutorów wina? Czy można przygotować się wcześniej na ewentualny czarny scenariusz?
Jako kluczowy importer win w tej części Europy na bieżąco prowadzimy rozmowy z wiodącymi producentami na świecie. Wszyscy z nich monitorują swe uprawy i podejmują dziania, mające na celu zrównoważenie produkcji w ramach każdego z możliwych scenariuszy. Nasi partnerzy w Ameryce Południowej zainwestowali miliony dolarów w systemy irygacyjne, wspomagające nawadnianie winnic w okresach występujących susz. Z kolei europejscy producenci starają się nabywać nowe obszary ziemi pod winnice, aby skutecznie odbudowywać areał tych, które się starzeją. Przy tej okazji często eksperymentują z hybrydami dla otrzymania krzyżówek winogron, odpornych na zmiany klimatyczne. Pozytywem zmian globalnego ocieplenia jest fakt, że dla niektórych obszarów zmienia się in plus współczynnik SAT, pozwalając z nadzieją patrzeć na plany zakładania w tych ośrodkach nowych winnic. Jeżeli będziemy wraz z naszymi partnerami biznesowymi odpowiednio przygotowani do zmian klimatycznych, to nie mamy powodu do zmartwień.

— Portfolio win TiM S.A. jest imponujące. Czy potrafi Pan wskazać w nim kilka swoich ulubionych pozycji?
Klienci oczekują wciąż nowych propozycji, dlatego corocznie nasza oferta jest rozbudowywana i staje się pełniejsza. Obecnie posiadamy w niej ponad 400 pozycji win gronowych z 30 krajów. Doliczając wina, które sprowadzamy na potrzeby rynku On Trade i Fine Wine – możemy mówić już o ok. 800 SKU, zawartych w stałej ofercie. Mam świadomość, że jest ona potężna, pozwalając zaspokoić oczekiwania każdego miłośnika wina. Dlatego dla pełnego rozeznania naszej oferty zachęcam do odwiedzenia dedykowanej w tym celu strony internetowej: www.tim-wina.com.pl. Osobiście, gdy myślę o wysokiej jakości wina, przeznaczonego do codziennego spożycia, lokowanego w miarę przyjaznym segmencie cenowym – sięgam po trunki z kolekcji Cono Sur, rozbudowanej w ostatnim czasie o pozycje z segmentu Fine Wine, tj. 20 Barrels czy Single Vineyard. Alternatywą dla tego wyboru może być seria win Panul lub Le Grand Noir, które zostały rozbudowane o klasę premium. Dobrą jakość w relacji do ceny z pewnością odnajdziemy w gruzińskiej serii Gamziri czy portugalskiej Portadzie. Szukając zaś czegoś bardziej trendy – z całą odpowiedzialnością mogę polecić serię win Codici – z Primitivo Appassimento w roli głównej. Z kolei tym lubiącym wydobyć wyjątkowe emocje z pozycji rzadko spotykanych na rodzimym rynku, zasugeruję egzotyczne Montevideo z Urugwaju lub serię Genessis wprost z Izraela. Dla osób, które z racji wykonywanego zawodu lub konieczności muszą przemieszczać się każdego dnia samochodem w charakterze kierowcy, zarekomenduję nasz ostatni ofertowy nabytek, jakim jest seria win bezalkoholowych o ciekawej nazwie Casa Petru.

— Dziękuję za rozmowę.

Rynki Alkoholowe 11/2019

okl 2019 10