okl 2019 11


 

 

Jerzy Markiewicz, właściciel firmy Dębowa Polska, odpowiadał na pytania Marcina Burzyńskiego

— Korzenie firmy Dębowa Polska sięgają 1982 r. Jednak aktywność w branży alkoholowej rozpoczęła się w 1989 r. Jaka zatem była jej wcześniejsza działalność i jak łączy się ona z obecną?
Tę opowieść należy zacząć od początku. Ukończyłem technikum melioracyjne we Wrocławiu i wszystko wskazywało na to, że z tą dziedziną zwiążę swoją przyszłość zawodową. Przez pewien czas zajmowałem się hodowlą warchlaków, potem była pieczarkarnia, wreszcie suszarnia – najpierw grzybów, a potem warzyw. Śmiem twierdzić, że w swojej końcowej fazie najbardziej wydajna w Polsce. Suszyliśmy aż 60 t warzyw na dobę. Zawsze byłem przedsiębiorczą osobą.

Stało się jasne, iż pewnego dnia postawię wszystko na jedną kartę. Był początek lat 80. XX w., a ja jako 25-letni chłopak w ciągu zaledwie roku zarobiłem na Fiata. Jeździłem potem tym samochodem 60 tys. km rocznie, aby pozałatwiać wszystkie firmowe sprawy. To były czasy, gdy nie mieliśmy telefonów komórkowych i komputerów. Co ciekawe, państwo pozwalało wtedy przedsiębiorstwom na sprzedaż suszu warzywnego w barterze. Nasz susz także stał się w 1989 r. elementem wymiany. Trafiał do Jugosławii i był wykorzystywany do przyprawy wegety. W zamian mogliśmy otrzymać maszyny rolnicze lub… wermut Istra. Zdecydowaliśmy się na tę drugą opcję. To był „strzał w dziesiątkę”. Od tego zaczęła się też przygoda z alkoholami. Na początku przyjechały do nas 3 cysterny wermutu, które butelkowaliśmy już w Polsce. W pewnym momencie wiedzieliśmy jednak, że musimy się rozwijać, bo z produktem tym nie wytrzymamy konkurencji w nowej rzeczywistości gospodarczej. W ten sposób postawiliśmy na import koniaków i brandy z Francji. Przez pewien czas byliśmy nawet jedynym przedstawicielem na Polskę marki Jean Paul Camus. W 1996 r. nasze przedsiębiorstwo znalazło się na krawędzi z powodu pożaru zakładu. Na szczęście z pomocą banku udało się stanąć na nogi...

— Wódka Dębowa Polska powstała w 2001 r. Skąd narodził się pomysł na ten produkt i jego nazwę? Co wyróżnia markę na tle konkurencji?
Wiedzieliśmy, że Polska stanie się wkrótce członkiem Unii Europejskiej. Oprócz plusów, były też minusy. Pojawił się niepokój, że zagraniczne firmy nie będą potrzebowały swoich przedstawicieli, tylko same zorganizują sobie eksport do innych krajów. Tak narodził się pomysł, aby stworzyć własną markę. Wybraliśmy wódkę, bo bardziej kojarzyła się z Polską i była łatwiejsza technologicznie do stworzenia niż wino. Pozostał wybór nazwy. Ostatecznie postawiliśmy na Dębową. Dąb, jak wiadomo, symbolizuje siłę i szlachetność. Pasowało nam to. Teraz należało stworzyć jakiś wyróżnik dla nowej marki. Pomysł podsunęła rzeczywistość. Wiedziałem już, że koniaki czy whisky dojrzewają zazwyczaj w dębowych beczkach, co tylko sam trunek uszlachetnia. Dodatkowo w popularnej wódce Żubrówka wewnątrz butelki umieszczano trawę żubrową. Idąc tym tropem zdecydowaliśmy się więc na pasemko zgiętej dębiny wewnątrz naszego produktu. To był słuszny krok. Klienci w naszym sklepie firmowym często pytają ekspedientki o butelki ze starszą datą produkcji, jak sami potwierdzają, ta dębina rzeczywiście wpływa na smak trunku. Sprawdzony spirytus rektyfikowany wysokiej jakości kupujemy od firmy zewnętrznej. Reszta produkcji odbywa się już w naszych zakładach.

— Wódka Dębowa Polska istnieje w kilku wariantach – Crystal Oak, Black Oak, White Oak, Red Oak, Excellent. Czym one różnią się od siebie? Istnieją także odmiany smakowe trunku – orzech, czeremcha, śliwa, lipowa z ula. Czy planowane są kolejne warianty?
Klasyczna odmiana Wódki Dębowej zawiera w sobie ekstrakt z kwiatu bzu. Stąd też chcieliśmy zrobić wódkę całkowicie czystą. Tak powstały warianty Crystal Oak oraz Excellent. Golden Oak to limitowana seria z wyraźnym koniakowym posmakiem. Z wariantów Black Oak, Red Oak i White Oak lubię sobie żartować, że czarna jest dla księży, czerwona dla postkomunistów, a biała dla tych, co nie chcą sobie plamić duszy. W rzeczywistości chodzi bardziej o barwę niż o smak, choć koneserzy na pewno dostrzegą też różnice smakowe – używamy tu bowiem do produkcji naturalnych barwników powstałych z wyciągów z konkretnych roślin. W przypadku typowych odmian smakowych Dębowej sprawa jest jasna, czym się różnią. Na razie nie planujemy tu nowych wariantów.

— Zadam teraz nieco podchwytliwe pytanie – w przypadku produktu alkoholowego co jest ważniejsze – wygląd czy to, co znajduje się we wnętrzu butelki?
Na pewno część smaku człowiek odbiera oczami. Niemniej jednak musi tu być mocny balans między wyglądem a smakiem. I my tak robimy. Traktujemy nasz produkt jako prezentowy. A prezent dla lubianej osoby nie powinien być przecież niewypałem. Nie można oszukiwać klienta ładnym opakowaniem, gdy w środku znajduje się coś słabej jakości.

— Wódka Dębowa Polska ma bardzo charakterystyczną butelkę. Co zdecydowało o wyborze właśnie takiego designu?
To bardzo ciekawa historia, więc chętnie ją opowiem. Imponowała nam wtedy luksusowa marka szwedzkiej wódki Absolut. Szukaliśmy więc producenta, który byłby w stanie dostarczyć nam podobne butelki. Sprowadzamy je z Normandii z firmy Saverglass. Pierwsza etykieta też była trochę podobna do wódki Absolut. Znajomy prawnik polecił nam więc jakieś zmiany, żeby nikt nas nie oskarżył o plagiat. Wtedy m.in. pojawił się na butelce charakterystyczny dzisiaj znak – drzewo dębu. Niedługo po tej zmianie rzeczywiście odezwał się do nas przedstawiciel Absoluta, który nie widział jeszcze tej nowszej wersji etykiety. Stwierdził, że zauważają pewne podobieństwa, ale w granicach normy i ostrzegł, żebyśmy dalej nie szli w tym kierunku. W międzyczasie już wszystko zmieniliśmy… Tak czy inaczej, w magazynie mieliśmy jeszcze kilkanaście tysięcy butelek zadrukowanych „po staremu”. Szkoda tego było, bo takie opakowania do tanich nie należały. Wymyśliłem wtedy drewnianą tuleję, w którą opakowaliśmy „stare” butelki. Okazało się, że klientom tego typu opakowania bardzo przypadły do gustu, więc postanowiliśmy rozwijać się także w tym kierunku. Tak powstały nasze zakłady drzewne w miejscowościach Kaszczor i Wojciechowo. Zresztą dzisiaj zatrudniamy do 250 osób, z czego 80% pracuje właśnie w zakładach drzewnych, a zaledwie 20% przy działalności alkoholowej. Jednym z naszych pierwszych pomysłów było też umieszczenie butelki na charakterystycznej drewnianej huśtawce. Do dzisiaj sprzedaliśmy ok. 800 tys. sztuk wódki z tą podstawką. O ile na drewniane opakowania do butelek używamy zewnętrznych warstw drzewa, o tyle środek przeznaczmy na nakrętki. Ich produkcja nie należy do łatwych. Wnętrze dębu nie schnie łatwo, więc zaledwie 60-70% produktu nadaje się do produkcji tej nietypowej nakrętki o średnicy 52 mm.

— Wódka Dębowa Polska rzeczywiście często jest sprzedawana w niezwykłych drewnianych opakowaniach. Niektóre z nich mogą jednak budzić kontrowersje lub zaskoczenie. Potrafię zrozumieć beczułkę lub bukłak, ale hydrant, lornetka, gaśnica, warcaby, budka dla ptaków? Czy to aby nie przesada? Czy ktoś tu, mówiąc kolokwialnie, przypadkiem trochę nie popłynął?
Cóż, większość pomysłów jest mojego autorstwa. Wiele z nich przychodzi mi do głowy podczas polowań, bo jestem zapalonym myśliwym. Nie twierdzę, że wszystkie te pomysły są dobre. Sam często mam dylematy z tym związane. Biję się długo z myślami, bo niektóre opakowania rzeczywiście nie podnoszą nam prestiżu. Zawsze jednak decydują względy ekonomiczne. Dlaczego mam nie dać klientowi tego, co chce kupić? W naszej ofercie mamy 360 indeksów, z czego 20% z nich robi 80% obrotu. Taka jest rzeczywistość. Rynek weryfikuje, które produkty cieszą się większą popularnością. Te słabiej rokujące stopniowo są usuwane z oferty. Najlepiej wciąż sprzedaje się klasyczna butelka Dębowej. Ale np. trunek w opakowaniu hydrant w pierwszym miesiącu sprzedał się w liczbie 2,5 tys. sztuk. Moja żona i syn byli negatywnie nastawieni do opakowania przypominającego gaśnicę. A dziś to drugi najlepiej sprzedający się nasz produkt. Oczywiście nie jest tak, że nie popełniam błędów. Na przykład nie byłem zwolennikiem otwarcia sklepu firmowego przy zakładzie produkcyjnym – uważałem, że nikt nie będzie tutaj specjalnie przyjeżdżać na zakupy. Mój brat Leszek przekonał mnie jednak, iż warto spróbować. A dzisiaj sklep ten generuje 1 mln zł obrotu rocznie...

— Jest Pan zapalonym myśliwym, do produkcji opakowań zużywacie sporo drewna. A tymczasem teraz w modzie jest ekologia…
To prawda, ale u nas nic się nie marnuje. Aż 80% drewna, które przeznaczamy do produkcji, to opał dębowy. My tego nie spalamy, tylko dajemy mu nowe życie w postaci czegoś ładnego i użytkowego. Wszystkie odpady sprzedajemy zakładom produkującym płyty wiórowe – jest to nawet do 5 tys. m3 zrębków. A nasze zakłady ogrzewamy trocinami, mamy specjalnie do tego przystosowane piece. Zastanawiamy się także nad wykorzystaniem fotowoltaiki.

— Jak duża jest obecnie produkcja firmy Dębowa Polska w skali roku? Do jakich krajów są eksportowane Wasze produkty? Czy planujecie poszerzać dystrybucję do nowych państw?
Biorąc pod uwagę wszystkie pojemności, to rocznie wytwarzamy od 800 tys. do 1 mln. butelek alkoholu. Na eksport trafia z tego 20%, głównie do krajów ościennych. Nie mamy własnej koncepcji intensyfikacji eksportu, ale i tak do września 2019 r. obserwujemy na tym polu zwyżkę o 12% porównując do tego samego okresu 2018 r. Nasza wódka trafia m.in. do Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Austrii, Estonii, Francji, Łotwy, Belgii, Włoch, Holandii, Szwajcarii, Hiszpanii, Luksemburga, Wielkiej Brytanii. Były też pojedyncze zamówienia z Islandii czy Libanu, 2 kontenery wysłaliśmy swego czasu do Chin...

— Firma ma także w swoim portfolio likiery. W którym momencie i dlaczego stwierdzono, że warto rozwijać asortyment w tym kierunku?
Rozszerzenie asortymentu wydawało się w pewnym momencie naturalne. Jak prześledzić historię firmy, cały czas chcemy się zmieniać i rozwijać. Likiery zaczęliśmy wytwarzać nieco przez sentyment. Moja babcia robiła wspaniały ajerkoniak, którym po kryjomu czasem się raczyłem… Tak czy inaczej, po prostu musieliśmy mieć ajerkoniak w naszej ofercie, a przy okazji pojawiły się też inne likiery.

— W ofercie tej znajdują się w także brandy, koniaki, armaniaki, prosecco, wina…
To trochę pozostałość po pierwotnej działalności importowej, a jednocześnie przysłowiowy „kwiatek do kożucha”. W naszej ofercie mamy wina m.in. z Niemiec, Hiszpanii, Włoch i Portugalii, ale na razie nie zamierzamy rozwijać tej działalności firmy. Nie wykluczamy jednak tego w przyszłości. To klient nam pokaże, co chce kupić.

— W maju na rynku pojawiła się także szkocka whisky Timberman, a więc „Drwal”. Opisujecie ją jako: „połączenie delikatności najlepszych odmian trunków z regionu Highland, z mocą płynącą z charakteru marki Dębowa Polska”. Może Pan powiedzieć o tym produkcie nieco więcej?
To projekt prowadzony przez mojego syna Tomasza. Jesteśmy firmą rodzinną, więc kiedy przyszedł on do mnie z tym pomysłem, powiedziałem tylko: „Próbuj synu!”. Whisky w Polsce cieszy się coraz większą popularnością, projekt ma zatem spore szanse powodzenia. Trunek zbiera pozytywne recenzje koneserów. Timberman to nasza własna marka mieszanej whisky słodowej. Do Polski trafia luzem, a my ją butelkujemy. Nie jest dobarwiana karmelem, stąd jej jasny kolor. W smaku bardzo delikatna, miękka, ze słodkawą nutą. To produkt dla odbiorcy, który wie, czego oczekuje od whisky. Jakością na pewno nie odbiega od wielu dostępnych na rynku odmian single malt. Najmłodszy z destylatów ma 15 lat, ale zastanawiamy się też nad wprowadzeniem na rynek wersji 6-letniej.

— Państwa produkty otrzymały wiele nagród i wyróżnień. Które uważacie za najcenniejsze?
Osobiście jestem dumny z wysokich not wystawionych dla naszych trunków przez The Beverage Testing Institute podczas testów „w ciemno”. Wszystkie nagrody oczywiście cieszą. Pamiętajmy jednak, że najważniejsza jest zawsze opinia konsumentów.

— Dziękuję za rozmowę.

Rynki Alkoholowe 10/2019

okl 2019 10